Zaczyna się niewinnie, o jedno szczere spojrzenie za mało, o jeden sztuczny uśmiech za dużo. Niby wciąż wszystko jest tak samo, jednak czujesz, że coś się zmienia. Najgorzej jest, kiedy kobieta nie wie jak powiedzieć facetowi, że to już koniec… zupełnie tak jakby odwlekanie tego miało mu ulżyć. Może warto jeszcze razem się pomęczyć, może okazja trafi się sama, może uda się to jeszcze zrzucić na niego… lub po prostu zostaniemy przyjaciółmi.
Dziwne przeczucie, że to wszystko zaczyna się sypać. Być może chcesz jeszcze podtrzymać ten tlący się płomień jakoś sztucznie go wzniecić, nadaremnie w ogień, który był gdzieś na początku. Poczucie, że tak naprawdę nigdy do siebie nie pasowaliście może być przytłaczające, świadomość tego, że możesz być prorokiem przyszłych wydarzeń jest cholernie zabawna i jednocześnie smutne…. Coś, co nieuchronnie nadciąga i jakby czekasz na to, bo i tak wiesz, że nie będziesz walczył… hamuje cie pycha czy wrodzony narcyzm, a może głupie przekonanie pt. gdyby coś czuła, to…
Pierwsze zachłyśnięcie się partnerem jest zdradliwe, mija równie szybko jak się pojawia pozostawiając tylko niewygodne poczucie, że oszukałem samego siebie. Natomiast bardziej bolesne jest wmawianie sobie od początku, że nic z tego nie będzie, to tylko przelotna znajomość… Twoje neutralne nastawienie ogłupia serce i rozum, po czym w pewnym momencie przypominasz sobie, że jest coś takiego jak uczucie i przywiązanie do drugiej osoby, wspólnie spędzony czas robi swoje… a Ty niczego nieświadomy wmawiasz sobie dalej to nic poważnego… mimo tego, że się bronisz -coś zaczyna docierać. Jasne, że sobie poradzisz bez niej, ba! Są inne, dlatego pewnie znowu odpuścisz kolejny raz. Tylko, dlatego, że masz to dziwne przeczucie, że ona może nie czuć tego samego, co Ty.
Teraz, to Ty starasz się bardziej lub po prostu ona nie stara się juz wcale, więc siłą rzeczy robisz to za was. Być może jest ktoś trzeci, komu ona oddała Twoją część zainteresowania, której teraz tak szukasz. Kolejna kobieta, która ucieka Ci jak piasek przez palce a wystarczyłoby zacisnąć pięść. Może za dużo już tych pięści, czy miarą sukcesu życiowego ma być ilość wrogów, którzy chcą się odegrać. Pewnie kilku by się znalazło, pewnie na chęciach by sie skończyło.
Czy szczytem Twojej pewności ma być to, że jesteś niewzruszony na zachowanie Twojej kobiety względem innych facetów? Nie, chyba nie. Kiedyś bym się zarzekał, ze nie pozwoliłbym dziewczynie utrzymywać kontaktów z byłym, dzisiaj chyba bardziej z lenistwa nie chce mi się o tym myśleć, brak reakcji wcale nie wynika z mega pewności siebie czy z totalnego zaufania do niej. Nie myślę o tym i tyle. Wszystko do nas wraca i jeżeli ona czuje, że ma przed sobą lepszy wybór, lepsze życie, to naturalne, że może w to wejść, kończąc przygodę jakiś krótki epizod, który pozwolił jej na wyłapanie pewnego kontrastu i dokonanie wyboru. Moim zadaniem jest się ciągle rozwijać, podnosić swoją wartość, jako osoby, człowieka, faceta. Już nie tyle dla kobiet, co dla samego siebie.
Ty jak zwykle pójdziesz dalej swoją drogą, bo przerabiałeś to już nie raz. Może gdybyś nie miał tego poczucia, że znowu kogoś poznasz, postarałbyś się bardziej, a tak… i jebać te wszystkie myśli, które przychodzą później, że może warto było wyciągnąć rękę. Straciłeś tyle czasu na kreowaniu kolejnych szczęśliwych zakończeń, że zapomniałeś: „life goes on „. Kolejne: „wiedziałem, że tak będzie” podsumowujące jej dalsze związki. Dobry facet to chyba ten doceniony po czasie, jednak będę stronił od dążenia do miana mistrza świata w byciu docenionym po latach.
Wykastrowany emocjonalnie pies ogrodnika znowu będzie sam, a życie trwa dalej… pytając w międzyczasie: gdzie jest Twoja kobieta?
Sms od niej: :* wytrąca Cie z zamyślenia, uświadamiając, że to wszystko, to tylko głupie myśli… bo „life goes on„
Magnus
