Nie każdy facet może sobie pozwolić na to, żeby nie mieć kobiety… jeszcze mniej facetów może dać sobie ten przywilej żeby mieć kobietę, ale to nie koniec… kobietę, która mu się naprawdę podoba. Za każdym razem, kiedy spotykam się z kobieta, którą się jarem i jest ona po prostu „mega” :* rozpiera mnie, nie tyle duma, co radość z tego, że znowu poznałem kogoś ciekawego, i kolejny raz okazałem się w jakimś stopniu interesującym facetem, czy to pod względem fizycznym czy intelektualnym.
W momencie, kiedy byłem sam, nie czułem się gorszy, nadal potrafiłem zainteresować swoją osobą kobiety, nieważne czy brzydkie czy super ładne, bo chyba zawsze zyskiwałem tym, że potrafiłem traktować je na takim samym poziomie, nawet kosztem stworzenia pozorów posiadania niskich standardów.
Nadal, kiedy pojawiam się ze swoją kobietą wśród innych kobiet, potrafię wzbudzić ich zainteresowanie, czasem nawet kosztem mojej kobiety, sam nie wiem, ale chyba robię to nieświadomie i tak zgadzam się z nią, lubię być w centrum zainteresowania :) i to nie chodzi tylko o kobiety, ale ogólnie o ludzi. Lubię z nimi przebywać, rozmawiać, rozśmieszać, czasem flirtować, czasami awanturować się, ale i też siedzieć cicho, gdy inni ciągle gadają… Jasne, że pojawiając się w nowym otoczeniu z fajną kobietą wzbudza się zainteresowanie, wtedy możesz pozwolić sobie na więcej, balansować na granicy flirtu, jednak nie przekraczając dobrego smaku, oby!
Kobiety zawsze obserwują faceta, który ich interesuje, a także kobietę, z którą przyszedł i co najważniejsze jak ją traktuje. Pomyśl, co sobie myślisz, kiedy widzisz fajną kobietę z jakimś mało interesującym facetem. Stawiasz się na jego miejscu.
Jeżeli bardzo, bardzo czegoś chcesz to i owszem może się to spełnić, chyba, że chcesz tego aż tak bardzo, że to staje się Twoją obsesją, brak czegoś powoduje ciśnienie no i wtedy, kiedy ja mówię mało, wzbudzając u kobiet uczucie tajemniczości -Ty ciągle gadasz… w sytuacji, kiedy ja przejmuje kontrole nad rozmówcami -Ty nieudolnie próbujesz się wtrącić lub zamykasz się w sobie, siedząc z boku i kurczowo trzymając swoją kobietę z kolano, znacząc teren.
Chcesz mieć kobietę?
Dobrze, tylko najpierw zadaj sobie pytanie, co ja mogę jej zaoferować? Dopiero potem wyjdź do ludzi… bo samo to, że chcesz często nie wystarcza. Ile razy dostałeś kosza? Ile razy zaryzykowałeś? Raz? Dwa? To nie jest tak, że ktoś ma super skuteczność, o ile w ogóle można tu mówić o takim czymś, ale gdy poznajesz kilka nowych osób, to przynajmniej jedna z nich może być tą kobietą na dłużej, a Ty poznasz jedną i od razu chcesz się z nią żenić, bo czujesz, że to ta jedna, a tak naprawdę to jedyna :).
Wcale mnie nie dziwi to, że można się bać, sam doskonale znam to uczucie, jednak może to co nas różni (jeszcze różni), to –to, że znam też smak „zwycięstwa”. Wiem, że można. Darujmy sobie fotki z Internetu, zajmijmy się prawdziwymi kobietami, z humorami i fochami, z pretensjami i oczekiwaniami, ze standardami, z prawdziwymi piersiami, niesymetrycznymi, obfitymi jak i tymi mniejszymi. Nie powinniśmy pompować w swoje głowy sztucznych obrazów, które i tak nie mają pokrycia w rzeczywistości, przecież kobieta z okładki jest kobietą z okładki, nie można jej dotykać, lizać czy gryźć…
Ilu z was latając po mieście znalazło swoją kobietę? Jakość jest ważniejsza, niż ilość. Często dosłowne latanie za kobietami po mieście mija się z celem. Facet może wreszcie wygrać sam ze sobą, wyjść na miasto i podchodzić, raz, drugi, trzeci dziesiąty i nie mieć z tego nic… nie licząc bardzo przydatnych myśli typu: jestem brzydki, słaby, nie mam jaj… bo może akurat statystycznie trafił na dziesięć kobiet, z których trzy miały okres, jedna straciła prace, kolejne pokłóciły się z facetem… itd. Chodzi o to, jaką wartość przedstawiasz, jako człowiek, niezależnie gdzie jesteś, przecież masz tyle kobiet wokół siebie… Kluczem jest otwartość na ludzi, nie trzeba traktować wszystkich kobieta jak potencjalny target, mimo to można się nimi otaczać, budując w ten sposób siebie jako faceta OTOCZONEGO KOBIETAMI, a nie latającego za nimi…
Magnus
